wtorek, 28 czerwca 2016

[07] Gra Prawdy

„Na szlak moich blizn poprowadź palec,
by nasze drogi spleść gwiazdom na przekór.
Otwórz te rany, a potem zalecz
aż w zawiły losu ułożą się wzór.”
Wiedźmin 3: Dziki Gon
 - Pieśń Priscilli

Obudził ją przyjemny zapach świeżo parzonej kawy. Subtelnie pieścił zmysły powonienia, wywołując delikatny uśmiech na jej twarzy. Przeciągając się, zamruczała z zadowolenia. Zaraz jednak syknęła, wykrzywiając usta w grymasie bólu.
Otworzyła powieki, powoli podnosząc się do siadu. Zamarła, gdy jej oczy lustrowały nieznaną sypialnie. Jasnoszare ściany idealnie komponowały się z ciemnymi meblami, a czarna satynowo-bawełniana pościel wydzielała przyjemną woń. Zapach ten jednak nie należał ani do niej, ani do jej męża. Była to słodka mieszanka migdałów i męskich perfum.
Zauważywszy charakterystyczną maskę ANBU, wydała z siebie głośny jęk. W tym samym momencie zdała sobie sprawę z tego, że była całkowicie naga. To wszystko nie wyglądało zbyt optymistycznie.
Zwlokła się z łóżka, po drodze narzucając na siebie męski t-shirt znaleziony  na krześle. Kierowana zapachem kawy, ruszyła przed siebie. Wystrój salonu, przez który przechodziła, utwierdził ją w przekonaniu, że całkowicie naga obudziła się w łóżku Kakashi’ego Hatake.
Przystanęła w kuchennych drzwiach, opierając się o framugę ramieniem. Kakashi uwijał się przy blacie, ubrany jedynie w dresowe spodnie. Odwrócił się do Sakury, która ze szczęką na podłodze obserwowała grę mięśni jego pleców, a gdy uśmiechnął się do niej, zaniemówiła. Niemrawe urywki wczorajszego uniesienia powróciły do niej, zapierając jej dech w piersiach.
- Wiem, że jestem zabójczo przystojny  - mówiąc to powolnym ruchem przeczesał włosy. – Ale zamknij buzie, bo nie umyłaś jeszcze zębów – dokończył, jawnie się z niej nabijając.
                Sakura skrzyżowała ręce pod piersiami, wysoko unosząc głowę. Hardo spojrzała w roześmiane oczy Hatake, a niewypowiedzenia riposta uwięzła w jej gardle. Zupełnie nagle wydała z siebie przeraźliwy krzyk, i łapiąc się za głowę dłońmi, upadła na kolana.

                Udało mu się ją uspokoić dopiero po jakiś piętnastu minutach. Sakura wiła się, krzyczała, a łzy obficie spływały po jej rozpalonych policzkach. Kakashi widział wiele rzeczy, ale to genjutsu było już sporą przesadą. Tak paskudną technikę mógł zastosować tylko ktoś strasznie wyrafinowany.
                Nawet gdy się uspokoiła, potrafiła jedynie wpatrywać się beznamiętnie w ścianę. Nagle jednak nieco się ocknęła, spojrzała przerażona na półnagiego Kakashi’ego a potem na siebie. Z pewnej siebie, wrednej i hardej kobiety, stała się płochliwą sarenką.
- Kakashi-san… - wydukała nieśmiało, a Hatake wysoko uniósł brew. Gdzie podziała się ta zadziorna kobieta, która wczorajszej nocy bezwstydnie wiła się na nim, nie żałowała ilości decybeli w jękach i zaczepnie podgryzała mu ucho? Miał wrażenie, że teraz miał przed sobą zawstydzoną pięciolatkę. Uświadomił sobie właśnie, że to nie był pierwszy raz, gdy widział jej zupełnie nagłą, bezsensowną zmianę zachowania. Co dziwniejsze kobieta zawsze nie pamiętała chwil, które wydarzyły się przed tym emocjonalnym skokiem.
- Czy my…? – zapytała, a nie uzyskawszy odpowiedzi, wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia. – To niemożliwe…! Jak…?! Przecież ja kocham Sasuke… Co ja zrobiłam? – zaczęła panikować, mocno wplatając palce w długie włosy.
- Kochasz go? – Sam nie wiedział dlaczego zadał to pytanie. Kobieta spojrzała na niego wyraźnie speszona, a w jej oczach spostrzegł czystą mieszankę obłędu.
- Sasuke to idealny mąż, troszczy się o mnie – mówiła jak w transie, zupełnie ignorując Hatake. Ton jej głosu, o dziwo, pozbawiony był jakichkolwiek emocji. Kakashi spojrzał w jej matowe oczy i załamał ręce.
- Skurwysyn – wyszeptał, czując rosnącą wściekłość.

                Cudem udało mu się wprowadzić Sakurę w błogi sen. Zmuszony został do wsypania jej środków nasennych do herbaty. Teraz spała spokojnie, cicho pochrapując.
                Kobieta dosłownie dostała ataku histerii. Zaczęła ostry monolog o tym jaką złą żoną była, jaki to Sasuke idealny. Puściły mu nerwy dopiero w momencie, w którym stwierdziła, że Uchiha cholernie cierpiał po stracie dziecka, a ona zamiast go wspierać, sypiała sobie z innym. Zmusił ją wtedy do wypicia herbaty, po czym wyszedł do kuchni, czekając aż środki zaczną działać.
                Pamiętał jak Sasuke ją traktował. Była jego zabawką, jego własnością. Podczas ciąży pilnował ją niczym Cerber, a po porodzie niejednokrotnie zostawiał ją całkowicie samą. Skarżyła się Kakashi’emu na luki w pamięci, nie wiedziała skąd brały się u niej liczne siniaki a nawet dwa złamania.
                Opadł na krzesło, po czym schował twarz w dłoniach. Żałował, że nie zareagował wcześniej.

                - Kogo my tu mamy? – Kakashi roześmiał się głośno, odbierając od czerwonowłosej reklamówkę.  Butelki wesoło odbiły się od siebie, gdy postawił zakupy na blacie stolika.
- Szuje! – Itachi warknął gniewnie, spoglądając na przyjaciół. – „Mamy ważne kwestie zawodowe do omówienia.”, „Musimy w końcu usiąść nad twoją kampanią.”, tak zamierzacie pracować? – zapytał, zakładając ręce na torsie.  – Mówiłeś, że Urumi poszła po dokumentacje… wybacz ale to nie wygląda mi na papiery – narzekał jak stara baba, jednak mimo swoich słów, skierował się po czarki. Urumi w tym czasie, zupełnie się nie krępując, ruszyła w stronę lodówki. Bezceremonialnie otworzyła magiczne urządzenie, wyjmując z niego potrzebne produkty.
- W dzisiejszym menu kurczak carry w sosie kokosowym – oznajmiła, uśmiechając się pod nosem.
                Kakashi zabrał się za sos, podczas gdy Urumi zajmowała się kurczakiem, a Itachi ryżem i przekąskami. Od czasu do czasu popijające sake uwijali się w kuchni nadzwyczaj sprawnie. Uwielbiali razem walczy oraz gotować. O piciu nie wspominając.
                - Co tak ładnie pachnie? – Sakura, przywiedziona zapachami, usiadła przy stole.
- Dołączysz do nas? – zapytał Itachi, znacząco wskazując na nakładane właśnie danie oraz butelkę sake. – Z zaufanego źródła wiem, że mój braciszek jest na delegacji i wróci pojutrze.
- Głąb jak zwykle mi o niczym nie powiedział- nadąsała się Sakura, na co Itachi parsknął śmiechem. Kakashi zaś uniósł wysoko brew, słysząc jak kobieta wyzywała swojego męża.
- W takim razie dobrze ci zrobi ciepły, domowy obiad. – Urumi postawiła przed różowowłosą talerz. – I mocna sake – dodała, nalewając alkoholu do czarki.
                - Przestań! – Kakashi niemal dusił się ze śmiechu, jednak jego oczy ciskały piorunami.
- Interesujące – mruknęła Sakura, będąc zaskoczoną umiejętnościami starszej Shiroyamy. – A możesz sprawić abym teraz się rozpłakała, a potem zupełnie nagle zmienić mój stan na czystą euforię?  Chciałabym odczuć to na włas… - przerwała w półsłowa, czując nagle nieopisany smutek, a w kącikach oczu zalśniły łzy. Gdy już prawie zaczęła ryczeć jak bóbr, niespodziewanie poczuła wszechogarniającą radość.

                Itachi westchnął naprawdę głęboko, opierając głowę o ścianę. Czuła wielką bezradność, która prześladowała go od kilku dni. Czas płynął nieubłagalnie, działając na ich niekorzyść. Miał wrażenie, że zawiódł Urumi, Ayane, Kakashi’ego, że zawiódł samego siebie.
                Był człowiekiem niezłomnej woli, który jasno wyznaczał sobie określone zasady. Potrafił być elastyczny, ale nigdy, nawet przypadkowo, nie bywał hipokrytą. Nie było znaczenia czy chodziło o życie prywatne czy zawodowe. Itachi był perfekcjonistą, w każdym tego słowa znaczeniu.
                Teraz jednak nie potrafił pogodzić się z posmakiem porażki. Nie, gdy w grę wchodziło życie jego przyjaciółki. Nie lubił tracić cennych towarzyszy.
                Ściskał w dłoni list od Kazekage. List pełen marnych resztek nadziei, naszpikowany smutkiem, tęsknotą i miłością do czerwonowłosej. Potrafił wyczytać to z każdego słowa, z każdego starannie kreślonego znaku. Nie widział nigdy tak wielkiego uczucia ze strony tego zamkniętego w sobie człowieka. Czy naprawdę można kogoś tak pokochać, aby móc zaryzykować dla niego własnym statusem, reputacją całego kraju a nawet swoim życiem? Chociaż miłość partnerska była dla niego całkiem obca, to przyjaźń była czymś dla czego mógłby się poświęcić.
                Stał jednak na dość nieprzyjemnym skrzyżowaniu dróg. W obecnej chwili nie mógł chronić dwóch ważnych dla niego osób. Na końcu jednej ze ścieżek stała Sakura, która niewątpliwie miała teraz poważne kłopoty. Pierdolenie Sasuke o jakiś Kodeksie Uchiha, o którym sam Itachi nigdy w życiu nie słyszał, poważnie go zaniepokoiło. Śmierć jego bratanicy, podupadnięcie na zdrowie dawnej Haruno, częste znikanie Sasuke i płochliwy wzrok Fugaku. Coś śmierdziało paskudniej od rozkładających się ludzkich zwłok.
                Zaś z drugiej strony stała Urumi. Wplątana w jakąś dziwną aferę, oskarżona o zdradę Konohy i Suny, skazana na śmierć. Itachi miał stuprocentową pewność, że Shiroyama nie mogła zdradzić ani ojczyzny ani Gaary. Kazekage był jedynym mężczyzną, któremu bezgranicznie oddała swoje serce, który sprawiał, że zawsze opanowana kunoichi chodziła z uśmiechem od ucha do ucha. Pomagała Sunie stworzyć technologię dzięki której Wioska mogła pozwolić sobie na park, na niewielkie zbiorniki wodne. Dzięki niej Wioska Piasku stała się piękną zieloną Oazą.
                Zerwał się z krzesła, łapiąc w dłoń płaszcz. Nim zniknął za drzwiami, rzucił ostatnie spojrzenie na fotografię ze ślubu brata.
                Przeszłość była zdradliwą szmatą.
                A przyszłość wcale nie jawiła się w kolorowych barwach.

                Złośliwy uśmiech pełen chorej satysfakcji wypełznął na pomarszczoną twarz. Mężczyzna zacierał dłonie, a jego śmiech odbijał się echem od odrapanych ścian. W nikłym świetle naftowej lampy mężczyzna wyglądał naprawdę upiornie.
                Fugaku poruszył się nieznacznie, zirytowany do granic możliwości. Dziewczyna miała nie żyć już kilka lat temu, podczas gdy ciągle przekładano egzekucję. Działało to na ich niekorzyść, bo plan działania cały czas się wydłużał. Nie tak miało być, osoby posiadające wiedze miały już dawno gnić pod ziemią.
                Nie wytrzymał, mocno uderzając pięścią o ścianę. Cierpliwość nie była jego cechą, bywał narwany i chciał mieć wszystko od razu. Zaczął powoli żałować, że sprzymierzył się z tym starym zgredem, na dobrą sprawę, z perspektywy czasu stwierdził, że ten staruszek nie był mu do niczego potrzebny.
                - Takie to śmieszne? – Uchiha niemal warknął, nachylając się nad blatem biurka. Krzesło wydało z siebie charakterystyczne skrzypnięcie, lecz mężczyzna nawet się nie skrzywił.
- Ta dziwka Urumi jest na straconej pozycji. Twój synalek jest mistrzem jeżeli chodzi o fabrykowanie dowodów. Zwój Piasku znajduje się w moich rękach, dziewczyna nie ma nawet jak się bronić przed zarzutami. Kto podejrzewałby twojego syna o to, że był szpiegiem podczas budowy umocnień Suny? Teoretycznie o słabych stronach wiedziała tylko Shiroyama, tylko ona mogła obejść zabezpieczenia w ten sposób. Pozostawienie resztek chakry czy włosów też nam dużo dało. Poza tym już na dniach rozwiążemy ANBU a jedyną jednostką specjalną będzie Korzeń.
- A z drugiej strony Kazekage zapiera się, razem z Hatake, że gdyby była to ta mała suka, to nie zostawiłaby po sobie śladu. Nie sądzisz, że to logiczne? – Dziadek Sasuke odezwał się zupełnie nagle. Do tej pory milczący, skierował swoje spojrzenie prosto na Danzo. – Nie sądzisz, że mają racje? Gdyby nie to, że w ANBU Suny mamy swoich, to nasza teza dawno zostałaby obalona. Najlepszy szpieg Konohy zostawia po sobie tak banalne ślady… Musiałaby upaść na głowę. Jedyne co dobrze wykorzystaliście to fakt, że dziewczyna mogła manipulować uczuciami Kazekage. Na szczęście w jej kartotece słowa nie ma, że jej umiejętności nie działają na Nosicieli Demonów. Tylko to trzyma się kupy. – Mężczyzna wstał, kierując się do wyjścia. – Sytuacja wymyka się jednak spod kontroli. Ja umywam ręce i zamierzam wszystko zgonić na ciebie, drogi Danzo. Klan Uchiha nie może zostać splamiony, w tym momencie mamy większą władzę niż ty. – Błysk w oczach ojca Fugaku zapierał dech w piersiach. Shimuramiał wrażenie, jakby grunt walił mu się pod nogami, a powietrze stało się nagle zbyt gęste.

                Akihito był człowiekiem, którego nie dało się zirytować. Nawet wieści o aresztowaniu bliźniaczki przyjął naprawdę spokojnie. Ktoś kto go nie znał, pomyślałby, że nie lubił on swojej siostry. Prawda jednak była taka, że Urumi była częścią jego umysłu i serca, często się sprzeczali, wyzywali i tylko ona potrafiła go z premedytacją wyprowadzić z równowagi. Czasami nawet potrafili rzucać się nożami. Nikt oprócz nich o tym nie wiedział, nie znał ich porywczej strony, dla innych bywali oazą spokoju, kwiatem lotosu a niekiedy ludźmi oziębłymi do szpiku kości. Zmusiło ich do tego naprawdę wiele czynników. Świat shinobi był brutalnym miejscem, które potrafiło zamrozić serce.
                Dlatego Ahikito niezmiernie ucieszył fakt, że jego siostra zapałała miłością do Kazekage. Jednak zważywszy na to, iż był to wysoce postawiony człowiek, przeczuwał również, że prędzej czy później nadejdą kłopoty.

                Pochylał się właśnie nad półprzytomną siostrą, z wyczuciem zszywając dość paskudną ranę. Nie bawił się jednak w żadne znieczulenia, z satysfakcją obserwując jak Urumi wykrzywiała usta w grymasie bólu, którego nie potrafiła powstrzymać. Krople potu pojawiły się na jej czole, co skwitował lekkim uśmiechem.
                Wydawać się to mogło sadystyczne, jednak Aki wiedział, że gdyby proces ten przechodził bezboleśnie, to Urumi nigdy nie nauczyłaby się uważać na siebie. Chociaż jej umiejętności były na wysokim poziomie, to czerwono włosa nie paliła się do nauki taijutsu,  a co za tym idzie, gdy dochodziło do bezpośredniego starcia, często kończyła z jakąś sporą raną. Dodatkowo uparta oślica wierzyła tylko w umiejętności medyczne trzech osób. Akihito zanotował w myślach informację o tym, żeby ustalić z Hatake plan działania w takich chwilach. Wystarczyło tylko, żeby Urumi była nieprzytomna, wtedy nie stawiałaby oporu przed leczeniem przez innego medyka.
                - Sadysta – mruknęła dość ostro, gwałtownie wstając, gdy jej brat skończył zakładać opatrunek. Zachwiała się jednak i nim refleks Aki’ego zadziałał, kobietę oplótł piasek, chroniąc ją od upadku.
- Nie wolno tu wchodzić – odparł spokojnie, nawet nie zerkając na intruza.
- Proszę o wybaczenie – oziębły głos natychmiast zwrócił jego uwagę. Akihito odwrócił się, napotykając turkusowe spojrzenie Kazekage. Od razu skłonił się, na co Gaara lekceważąco machnął dłonią.
- Bez formalności, jestem tutaj prywatnie. – Na te słowa Shiroyama uniósł wysoko brew.
                W tym czasie Sabaku ostrożnie pomógł usiąść osłabionej kobiecie, w ogóle nie krepując się przenikliwym spojrzeniem Akihito.
- Musi dostać kroplówkę wzmacniającą z elektrolitami plus coś przeciwbólowego – rozkazał Sakabu, posyłając mężczyźnie wymowne spojrzenie. Kobieta syczała cicho z bólu, próbując nieudolnie ukryć swój stan.
- Nic ode mnie nie dostanie. – Akihito założył ręce na torsie, patrząc Kazekage prosto w oczy.
- Chyba nie dosłyszałem… - Gaara przystąpił krok na przód w kierunku lekarza. Shiroyama jednak nieugięcie nadal trzymał swoją obojętną postawę.
- Zasłużyła sobie na cierpienie, może w końcu się ogarnie.
- Ma pierdoloną racje – Urumi odezwała się słabym głosem.
- Jesteś lekarzem, twoim obowiązek jest ulżyć pacjentom w cierpieniu podczas ich rekonwalescencji. Poproszę twoją legitymację, zgłoszę sprawę do Hokage. – Gaara całkowicie zignorował słowa kobiety.
                Akihito wysoko uniósł brew, nie wiedząc dlaczego Kazekage tak się upierał i „martwił” o jego siostrę. Podał mu jednak kawałek plastiku.
- Urumi to nieuk, jej taijustu leży i kwiczy, inaczej nie zmuszę jej do nauki. To typ osoby, która musi doświadczyć konsekwencji swoich braków. Nie da się jej w żaden inny sposób przekonać do tego, że coś czego nie lubi, jej się przyda. Jeżeli zacznę dawać jej znieczulenie oraz elektrolity to w ciągu maksymalnie trzech dni wróci do siebie i nie wyciągnie z tego żadnych wniosków. – Akihito przybliżył się do Kazekage, niemal szepcząc do niego. Nie chciał aby Urumi cokolwiek słyszała.
- Kim jesteś? – zapytał ostro Kazekage, pierwszy raz w życiu czując jak zazdrość zalewa jego serce.
- Kimś dla kogo Urumi jest jedną z najważniejszych osób – odparł jedynie, kierując się do drzwi. – Skargę może pan zostawić u ordynatora lub Hokage, legitymację proszę odłożyć na biurko. Do widzenia – rzucił przez ramię i wyszedł.

                Akihito wytężył więc słuch. Dwa dni temu na swoim biurku znalazł list napisany na dość kosztownym papierze. Człowiek podpisany jako „M.” dał mu jasno do zrozumienia, że może uratować siostrę, jeżeli stawi się w podziemiach Wioski, opisując dokładnie lokalizację oraz czas stawiennictwa. Chirurg zdawał sobie sprawę z tego, że mogła być to pułapka, jednak jego niezawodna intuicja nie pozwalała mu zignorować tej wiadomości. Stał więc przytulony do zimnej skały, wytężając słuch i starannie ukrywając przepływ chakry. Z każdym zasłyszanym słowem jego serce biło mocniej, a nadzieja rozkwitała na nowo. Nie mógł doczekać się chwili, w której poinformuje o wszystkim Itachi’ego oraz swojego niedoszłego szwagra. Poczuł jak po policzku spływała mu pojedyncza łza.

                - Kakashi, przyjacielu, co się z tobą dzieje?! – Itachi, wyraźnie zirytowany zachowaniem Hatake, uderzył pięścią w stół. Szarowłosy uniósł głowę, patrząc na Uchihę z czystym gniewem.
- Co się dzieje ze mną?! – uniósł głos, mocno zaciskając dłonie. – Spytaj lepiej swojego brata co dzieje się z jego żoną! Sakura od miesięcy ma luki w pamięci, śnią jej się koszmary z sharinganem, jednego dnia mówi mi co innego a drugiego staje w obronie Sasuke! Czy tak zachowuje się normalna kobieta?! – wykrzyczał, zrezygnowany chowając twarz w dłonie.
- Nic nie rozumiem… - westchnął starszy Uchiha, opadając na krzesło. Czekali właśnie na Yamanakę, który miał pomóc kobiecie w walce z tym dziwnym genjutsu. Itachi coraz bardziej był skłonny uwierzyć w to, że jego brat katuje własną żonę. – Za dużo… najpierw Urumi, teraz Sakura… Nie wiem za co mam się złapać – wyszeptał, gubiąc się we własnych myślach. Kakashi posłał mu zagubione spojrzenie, które jasno dało brunetowi do zrozumienia, że męczyło go to samo. – Powiedz mi Kakashi, dałbyś radę zaopiekować się Sakurą? Widocznie zaufała bardziej tobie niż mi… - Przymknął powieki, czując dziwny ból, gdy sobie to uświadomił.
- A ty uwierzyłbyś jej w to wszystko? Byłobyś w stanie powiedzieć jej, że to nie ona zwariowała? Że najwyraźniej coś złego dzieje się w posiadłości Uchiha… Byłbyś w stanie podnieść ją na duchu i dać jej motywację do walki z twoim własnym bratem? – zapytał Kakashi, bezradnie wlepiając spojrzenie w blat stołu. Itachi analizował jego słowa w ciszy, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Zajmę się sprawą Urumi, mogę oddać moją bratową w twoje ręce?
                Kakashi odchylił się mocno na krześle, przeczesując palcami szare włosy. Przymknął powieki, czując straszną duchotę. Już miał odpowiedzieć, gdy po salonie rozszedł się donośny krzyk. Mężczyźni zerwali się natychmiast.
                Sakura wiła się z bólu, a łzy obficie spływały po jej policzkach. Itachi w pierwszej chwili znieruchomiał, obserwując bratową, która matowymi oczami wpatrywała się w sufit.
- Zrób coś – wyszeptał Kakashi, kucając przed kanapą i mocno chwycił za dłoń kochanki. Itachi dopiero na jego słowa oprzytomniał, natychmiast aktywując sharingan. Hatake przytrzymał kobietę, gdy Uchiha nachylił się nad nią, aby móc spojrzeć prosto w jej niewidzące tęczówki.
                Trochę trudu kosztowało go przełamanie obrony tego genjutsu. Zaczął jednak żałować tego, że udało mu się dostać do jej umysłu. Widział koszmary jakimi była dręczona i sprawiło to, że nawet jego serce spowił smutek. Ciągle powracał do niej obraz jej martwego dziecka, wpatrującego się w nią szkarłatem sharingan. Cudem udało mu się anulować tę technikę i wprowadzić różowowłosą w spokojny sen. Zasiadł obok niej na kanapie, głośno wzdychając.
                Kakashi bez słowa skierował się do drzwi wejściowych, gdy usłyszał dzwonek. Inoichi wszedł do mieszkania z powagą wymalowaną na twarzy.
- Wiele kosztowało mnie przybycie tutaj. Hokage chce rozwiązać ANBU i wszystko wskazuje na to, że mu się to uda – wyjawił, spoglądając na dwójkę Kapitanów.
- Chce całkiem zdominować Konohę, bez ANBU będzie mógł zrobić wszystko z Wioską – stwierdził Itachi, który zdążył przesiąść się na fotel.
- Chciałbym aby dzisiejsza wizyta pozostała między nami. Robię to tylko ze względu na to, że Sakurę znam osobiście i bardzo ją lubię. Nie mieszajcie mnie więcej w wasze sprawy. Przytrzymajcie ją.
                To co wydarzyło się w przeciągu kilku następnych minut, złamało wiarę Inoichi’ego w ludzi. Przedzierał się między wspomnieniami dawnej Haruno, a jego zimne serce ociekało smutkiem. Doszukał się wielu ukrytych wspomnień, które musiał odblokować. Ktoś strasznie namącił w jej umyśle, lecz Yamanaka starał się to wszystko naprawić.
                Zmusili dziewczynę do wycofania się z drogi ninja, do zaniechania pomysłu z rozwodem… Jednak nie to było najgorsze.
                Po dwóch godzinach ciągłego „naprawiania” umysłu młodej kobiety, Inoichi wydawał się skrajnie wykończony. Spojrzał jedynie na Itachi’ego i głośno westchnął.
- Nie zostawcie tego tak… - Przymknął powieki. – Nigdy bym się nie spodziewał takiego okrucieństwa po twoim bracie i ojcu… Ta dziewczyna… przeżyła piekło – powiedział jedynie, zanim zniknął z mieszkania.
- Pora na mnie. – Itachi wstał, spoglądając na bratową ze smutkiem w oczach. – Zostawiam ci ją pod opieką. Nie wiem co zrobił mój brat… ale obiecuję, że rozprawię się z nim osobiście.

                - Potrzebujemy jeszcze trzech osób! – Akihito wpadł do mieszkania Itachi’ego bez pukania. Brunet spojrzał na niego spod przymkniętych powieki, po czym usiadł na łóżku i upił kolejny łyk sake.
- Do czego? – spytał cierpko, nie mając ochoty na jakąkolwiek konwersację. Shiroyama jednak nie tracił optymizmu, a Uchiha miał wrażenie, jakby czerwono włosy zaraz miał skakać pod sufit.
- Mam niezbite dowody na niewinność Urumi! – Uśmiechnął się szeroko, widząc niedowierzające spojrzenie bruneta. – Nie wiem jak poradzimy sobie z przeciwnikiem… ale przynajmniej mamy podstawy do uwolnienia mojej siostry. – Aki zasiadł na krześle, oddychał spazmatycznie, nie mogąc opanować emocji. – Urumi będzie żyła… - wyszeptał, jakby sam w to niedowierzał.

                Lekarz ułożył malutkie ciałko na jej piersiach. Dziewczynka uśmiechnęła się, wtulając się w matkę i czując bezgraniczne bezpieczeństwo. Sakura poczuła jak ogarnia ją ciepło, w tej chwili nie martwiła się słowami swojego męża. Najważniejsza była ta mała istotka, która wpatrywała się w nią spojrzeniem zielonych tęczówek.
                Zabrakło jej tchu, gdy córeczka objęła jej palec malutką rączką. Bezgraniczna matczyna miłość zalała jej serce gwałtownie, aż łzy szczęścia spłynęły po jej policzkach.
- To piękna zdrowa dziewczynka. – Położna uśmiechnęła się szeroko. – Pan Sasuke musiał być w szoku, jestem pewna, że pokocha tę śliczną panienkę. Ojcowie czasami tak reagują. – Starsza kobieta pogłaskała Sakurę po przepoconych włosach. – Później zostanie oczkiem w jego głowie, gwarantuje – dodała, gdy pomagała służce zmienić pościel.
- Nie wątpię. – Kobieta pełna nadziei spojrzała na śpiącą córeczkę.

                - Sasuke? – spytała, unosząc się z trudem na łokciach. Brunet stał nad łóżeczkiem ich dziecka, trzymając w rękach niemowlę. Zaniepokojona kobieta, próbowała wstać, jednak ból w podbrzuszu przeszył jej ciało. Brunet odłożył wiotkie ciało dziewczynki, po czym spojrzał szkarłatnymi oczyma na żonę. Zupełnie ją ignorując, wyszedł na korytarz.
                Kobieta z trudem wydostała się z łóżka i podtrzymując się ściany, doczłapała do łóżeczka. Widząc nieruchome ciało swojego dziecka, szybko wzięła ją w ramiona. Panicznie próbowała ją obudzić, jednak córka w ogóle nie otwierała oczu. Krocząc na granicy szaleństwa, zorientowała się, że dziewczynka w ogóle nie oddycha. Krzyk wyrwał się z jej gardła, gdy tuliła do piersi martwe ciało.
                Chwilę później do pomieszczenia weszły trzy osoby, ktoś wyrwał Sakurze zwłoki, ktoś inny wziął ją na ręce i rzucił na łoże. Wiła się w spazmach płaczu, niemal się dusząc, a gdy ujrzała swojego męża, rzuciła się do niego z rękami. Sasuke sprawnie jednak ją unieruchomił i nim aktywował sharingan,  w jego tęczówkach dojrzała smutek.

________

Ostatni fragment sprawił, że aż zakuło mnie serce.
Ten rozdział jest dość emocjonujący i powoli wszystko się wyjaśnia.
Dla poprawy humoru zapraszam Was na parodię, w której pierwsze skrzypce gra Itachi a drugie Sakura z Sasuke (www.alternatywnie-o-milosci.blogspot.com)

Pozdrawiam